TRE CIME DI LAVAREDO

Tre Cime di Lavaredo – masyw górski w Dolomitach składający się z trzech głównych szczytów: Cima Ovest, Cima Grande, Cima Piccola oraz dwóch mniejszych turni: Piccolissima i Punta di Frida. Na szczyt prowadzą jedynie drogi wspinaczkowe. {info Wiki}

 

Znacie takie powiedzenie : „Lepiej zobaczyć na własne oczy raz niż słyszeć milion razy”. Tak było z Tre Cime.

Miałam wrażenie, że za każdym razem kiedy przeglądam Instagram co rusz trafiam dokładnie na ten „potrójny” szczyt.

Dokładnie rok temu, mniej więcej w tym czasie, moje myśli były skupione na planowaniu urodzinowej podróży. Dokładnie teraz, od kilku dni siedzę po nocach i układam PLAN IDEALNY, kolejnej urodzinowej wyprawy.

Jakim cudownym wytworem jest google-maps i radość z „chodzenia” złotym ludkiem po mapie. Można dokładnie prześledzić miejsce w którym się będzie. Po szlakach dookoła Tre Cime urządziłam sobie wirtualny spacer by poczuć jeden procent tego czego doświadczymy na miejscu.

Sam dojazd autem nie stanowił najmniejszego problemu. Uroczy pan w kasie (do parkingu pod Tre Cime jest pobierana opłata, za samochód osobowy 30E za dobę-każda kolejna doba, to około 15E) pobrał opłatę i ruszyłam pod górę ! A góry i zakręty były dość wymagające.

Trochę krążyłam po dość dużym parkingu, szukałam idealnego miejsca na nocleg. Ale z racji , że była pora południowa, aut na parkingu było mnóstwo. Więc zaparkowałam w wolnym miejscu , wiedząc, że na pewno się przeniesiemy wyżej.

Pamiętam skwar jaki lał się z nieba. Nie było ani jednej chmurki. Postanowiłam przygotować szybki obiad ( spaghetti z sosem bolońskim) by nabrac siły i ruszyć na pierwszy treking w celu ujrzenia w pełnej krasie trzech słynnych szczytów.

Szlak dość łatwy, z jednej strony otwarty, więc idąc z dzieckiem trzeba go albo asekurować – nie spuszczać z oka, albo związać liną.  

Byliśmy dość zmęczeni po około 200km jazdy autem i bardzo wczesnym wstawaniu. Więc nie robiliśmy pętli, tylko usiedliśmy pod wielkim kamieniem i podziwialiśmy góry z pozycji leżącej.

Był to dla mnie mocno wzruszający moment, gdyż Adam stwierdził że te góry to najpiękniejsze jakie widział. A ja w sercu ciągle słyszałam słowa : „Kaśka uprawiasz treking z synem w Dolomitach !!!”

Możecie odnieść mylne wrażenie, odnośnie naszego ubioru, Ale mimo, że słońce piekło całkiem mocno to wiał bardzo chłodny wiatr. Nie byliśmy grubo ubrani, pod kurtkami z cienkiego puchu mieliśmy tylko koszulki z długim rękawem. W tym roku, koniecznie zabierzemy okulary przeciwsłoneczne i czapki z daszkiem ♥

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *