TATRZAŃSKI NIEDŹWIEDŹ

W piątek pojechałam w Tatry. Po roku mogłam się spotkać z moją górską koleżanką Martą. W planach były spokojne przebieżki na szlakach. Bez wyrypy tym razem.

Oszczędzę wam historii nocy na Krupówkach, zasieję w was ziarno ciekawości i napiszę tylko : nie róbcie sobie zdjęć z nawiedzonym białym misiem !

 

W sobotę rano ruszyłyśmy z hostelu w stronę Palenicy Białczańskiej. Kolejeczka całkiem sprawnie szła …. Po opłaceniu wejścia, my też całkiem sprawnie ruszyłyśmy, tłumnie bo tłumnie, ale liczyłyśmy się z tym, że nie będzie to spokojny spacer.

Organizm włączyłam w tryb samolot. Zatrzymywałyśmy się z Martą co kilkanaście metrów by sfotografować drobne szczegóły, które tak pięknie wyglądają na zdjęciach. Jarałyśmy się niesamowicie mając na koncie coraz to ciekawsze detale. Mi aż się gorąco zrobiło.
Doszłyśmy do Wodogrzmotów Mickiewicza, wyciągnęłam rękę i zrobiłam „swój klasyk”. Później ręka powędrowała na drzewo , które oznaczone było szlakiem zielonym. Wszystko dlatego, że na ten konkretniej ręce znajdowała się moja ukochana bransoletka z  niedźwiedziem.

Czas przeszły – już jej nie mam…. wspomniany wcześniej napad gorąca, sprowokował mnie, że szybko ściągnęłam rękawiczki razem z niedźwiedziem.
Szedł za mną tłum ludzi , plus jeździły sanie z ludźmi więc moja bransoletka nie miała „szans”.

Wielki SMUTEK !!!!!

W tym momencie nastała cisza. Biłam się z myślami czy się wrócić, a może pytać każdego kto mnie minął czy nie znalazł „takiej bransoletki”. Szybko sobie uświadomiłam, że nie bardzo pamiętam na którym zakręcie to było, a ludzi było sporo ….

Ze spuszczoną głową ruszyłyśmy dalej w stronę Morskiego Oka. Krótko ją tak w dół trzymałam bo widoki były przepiękne. Pogoda się zmieniała, nadciągały chmury ale szczyty były wciąż widoczne. Marta pobudzała moją kreatywność i „zmuszała” do zatrzymywania oka na małych rzeczach ♥

Bywały rzeczy które mocno raziły po oczach – ŚMIECI – porozrzucane buteleczki po alkoholu, walały się co 100m, butelki po kubusiach itp. Szkoda, że ludzie słabo reagują na podnoszenie nawet cudzych śmieci. Przecież puste jest lżejsze od pełnego?

Wiecie, że ja nigdy nie stałam na zamarzniętym Morskim Oku? Dlatego radość była podwójna, że mogłam to zrobić. Marta została zaczepiona przez szaloną parę zakochańców, którzy poprosili o nietuzinkowe zdjęcia. Owy pan skakał nad głową ukochanej udając ptaka (kilkanaście zdjęć wyżej).

Tego dnia zrobiłyśmy około 19 km, nasz plan na wieczór był prosty. Pełny relaks. Czyli SAUNA 🙂
Ale najpierw obowiązkowy PITSTOP na Głodówce i kolacja w schronisku. Ja przy okazji poznałam, kolegę z instagramu Bartka i przybiłam z Nim pionę !
Pełne brzuchy no to w drogę ! ALE CO TO BYŁA ZA DROGA. Gwiazdy zaglądały przez dach auta ! Nie mogłam wytrzymać widoku. I choć na ten wyjazd zabrałam małego Canona to postanowiłam, że strzelę foto w stylu „astro” (buhaha).

Marta znalazła Aquapark w Zakopanem z fajną strefą saun i od 19:40 do 22 relaksowałyśmy ciało po treku 🙂 POLECAM !

Jeżeli udało Ci się przetrwać do końca wpisu, gdzie jak zawsze zdjęć jest milion, to masz mój wielki szacunek ! Jestem z Ciebie dumna.
Do zobaczenia !

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *